Gmina Nowa Ruda Unia Europejska

MUSICALE Z SUKCESEM

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

O teatrze, filmie, wokalu, lokalnej kulturze, młodzieży, trendach i obciachu, z bardzo utalentowanym wokalistą i aktorem, niezwykle ciekawym człowiekiem, powracającym stale do Jugowa, Piotrem Sapieją, rozmawia Barbara Adamska.


- Jaką ścieżką podążasz jako artysta?

- Zależy jak na to patrzeć, bo to są takie dwie drogi – droga noworudzka i droga wrocławska. Jeśli chodzi o drogę aktorską, to moim największym sukcesem  jest udział w spektaklu „Zona” przygotowanym przez "Teatr Na Wagę", czy udział w warsztatach z Kazimierzem Braunem - moim guru, jeśli chodzi o reżyserię i teatr. Natomiast tutaj, w Ludwikowicach Kł., to jest moje aktorstwo musicalowe. We Wrocławiu tego nie robiłem. Ale wokal to moja pasja, która do mnie powraca. Te musicale też są sukcesem, nawet wydaje mi się, że większym, bo dużo więcej wniosły do mojej drogi artystycznej.

- Obecnie wiemy już, że nie tylko występujesz w musicalu, ale także prowadzisz warsztaty dla młodzieży, przygotowując ich do „Upiora w Operze”, którego premierę będziemy mieli już niedługo, 27 maja.

- Bardzo się cieszę, że mogę włożyć od siebie coś więcej, niż tylko swój wokal i swoje aktorstwo, że mogę przekazać swoje doświadczenie, zbierane szczególnie podczas gry we Wrocławiu w teatrach studenckich i amatorskich, można przełożyć tutaj. Cieszę się, że mogę sprawiać, by musical był jeszcze lepszy, bardziej profesjonalny. Tak jak na początku mówiło się, że Młodzieżowy Teatr Muzyczny przy Centrum Kultury Gminy Nowa Ruda to jest amatorska grupa, tak teraz mogę powiedzieć, że jest półprofesjonalna, jeśli nie profesjonalna. Mamy dobre zaplecze i sprzyja otoczenie. Uważam, że jest tu wkładana ogromna praca, pasja i gdyby nie samozaparcie Pani Bożeny Wilk, to musical nie doszedłby do skutku.

- Czy zawsze miałeś w sobie tą pasję i jako dziecko śpiewałeś do dezodorantu?

- (śmiech) Z tego, co mi opowiada mama, to zawsze miałem takie zacięcie, natomiast to, że znalazłem się w pierwszym musicalu to był totalny przypadek. Nigdy w życiu nie wiązałem swoich planów ze śpiewem i aktorstwem. Do pierwszego musicalu potrzebowali mężczyzn. Moja wieloletnia przyjaciółka tam śpiewała i zapytała, czy bym nie chciał spróbować. Ja się broniłem na początku, jak przed ogniem. Bo myślałem, że się nie nadaję. Później okazało się, że gdzieś to zacięcie mam i jakiś talent do oszlifowania i że sprawia mi to satysfakcję, że lubię być na scenie.  Szybko załapałem bakcyla i chciałem się szkolić.

- Czy rodzina była zaskoczona udziałem w pierwszym musicalu?

- Moi dziadkowie należą do pokolenia, które uważa, że to może być hobby, ale że powinienem zająć się czymś poważniejszym, co da pieniądze. To wynika z tego, co sami przeszli w życiu. Ale kiedy zobaczyli, że to nie jest zabawa, tylko że robię coś wartościowego, co może poruszyć społeczność lokalną, że się da, że nie trzeba jechać do Wrocławia, tylko można tu zobaczyć coś dobrego, to babcia była wzruszona, tak samo jak mama. Natomiast dziadek jest dość oszczędny, jeśli chodzi o opinie i ocenę, ale widać było, że przestali mnie od tego odwodzić, czyli się spodobało. Trzymali kciuki na każdym kolejnym musicalu. Wiedzą że to jest w moim życiu cały czas i będzie.

- Jakie są Twoje najbliższe plany?

- Całą swoją siłę i pasję póki co wkładam w przygotowanie młodzieży do musicalu „Upiór w Operze”, w przekazanie wiedzy, którą zdobywałem przez lata. Chcę im pokazać, że się da. Pięć musicali za mną. Najbardziej wspomina się pierwszy - „Metro”. To było przedsięwzięcie ciężkie do spięcia, ale się udało. Sam narzekałem na te tereny, że tu się nic nie dzieje, że tylko stąd uciekać, a teraz to się wszystko odwraca i chce się uciekać z Wrocławia. I widać, że jest chęć Pani Dyrektor Gabrieli Buczek i że jest otwarta na takie rzeczy. Ale młodzi też fajnie chłoną wiedzę i próbują się i chcą dalej coś z tym robić, mają motywację i samozaparcie. Na castingu było bardzo dużo chętnych, pewnie przez to, że widzieli wcześniejsze musicale. A wiem to, bo rozmawiamy z młodzieżą. Widać zacięcie artystyczne, że ta sztuka, kultura – fajnie, że gdzieś się budzi, bo do pierwszego musicalu bardzo ciężko było zebrać grupę. Bali się, że to wstyd, że niemodne. A ta nasza grupa, mogę powiedzieć, rozpoczęła te musicale. Przez pierwsze dwa musicale byliśmy jak rodzina, przebywaliśmy ze sobą. Te przyjaźnie do dzisiaj się utrzymały. To są moi przyjaciele. I fajnie, że nawiązuje się takie kontakty.



- Czy łatwo jest się odnaleźć w dzisiejszym świecie, jako artysta?

- Po maturze wyjechałem do Wrocławia i rozpocząłem studium animatorów kultury, specjalizacja teatralna. W międzyczasie szukałem swoich ścieżek też na innych kierunkach. Aż w końcu doszedłem do wniosku, że pozostanę wolnym strzelcem i kładę obecnie nacisk na samorozwój. A pracuję w niczym nie związanym z moim zacięciem, w branży telekomunikacyjnej. Nie jest to oczywiście praca na stałe, bo jednak chciałbym się związać z kulturą na dobre.

Długo pracowałem w Teatrze Polskim we Wrocławiu, natomiast zmiany spowodowały, że zrezygnowałem. Poznałem tam bardzo dużo ciekawych ludzi, nie tylko aktorów, muzyków, fotografów. Żałowałem, że musiałem się rozstać, no ale… siła wyższa (śmiech).

Będąc w studium o profilu teatralnym – poznałem kobietę, od której nauczyłem się wszystkiego, jeśli chodzi o moje aktorstwo, to jest Pani Monika Braun, córka wybitnego reformatora teatru. Jestem jej bardzo wdzięczny, bo myślę, że tyle nie nauczyłbym się nawet w szkole teatralnej. Tam też zająłem się reżyserią. Reżyserowałem spektakle dyplomowe. A później związałem się ze studenckim teatrem „Na wagę” i tam również dużo spektakli graliśmy, jak np. „Zona” u Kuby Skrzywanka, który obecnie kończy reżyserię w szkole teatralnej w Krakowie.

Życie jednak mocno weryfikuje moje artystyczne plany. Droga artysty nie jest łatwa, ale gdzieś to cały czas w moim życiu jest obecna. Zresztą świadczą o tym też moje wybory. Moja żona też jest artystką. Więc mam nadzieję, że stworzymy taki artystyczny dom.

- Czy rodzeństwo również wiąże swoje życie ze śpiewem lub aktorstwem?

- Mam starszą siostrę. Ale kompletnie nie ma zacięcia artystycznego. Jest realistką i wszystko jest u niej czarno na białym. Więc bardzo się pod tym kątem różnimy. Wszyscy w ogóle w rodzinie się zastanawiają, skąd się u mnie to wzięło,  bo nikt nie ma takiego zacięcia. Jeżeli już, to może ktoś poszedł w rysunek, malarstwo. Ale nikt w taki sposób nie działał.

- Jakie są twoje zamiłowania muzyczne?

- Nie potrafię odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie, jakiej muzyki lubię słuchać, bo ja po prostu muzykę chłonę. Lubię klasyczną muzykę, ale to się zaczęło od mojej żony, która jest baletnicą, więc ona mnie tego nauczyła. Wzrusza mnie muzyka chóralna, ale nie gardzę dobrą popową muzyką. Tylko dla mnie najważniejsze jest szczerość i wokal. Jeżeli nie ma dobrego wokalu, to nie ma muzyki i to jest coś, co mnie porusza. Ale też  rap z dobrymi tekstami. Mamy kilku doskonałych raperów. Ale nie wszystkich. Przeraża mnie, jak dzisiejsza młodzież pędzi np. za Gang Albanii, czy czymś podobnym. Dla mnie to jest przerażające. I wydaje mi się, że to idzie w złą stronę, jeśli chodzi o wartości muzyczne. Ale z drugiej strony coraz więcej jest mowy o tym, że coś jest niewłaściwe. Uczy się tej wrażliwości i mam nadzieję, że będzie się uczyć dalej, po zmianach w edukacji. Bo widać, że młodzież coraz częściej zwraca uwagę, o czym coś jest i coraz częściej ma własne zdanie. Nie zmieniają zdania ze względu na panującą aktualnie modę. Nie wstydzą się swoich wyborów.

- Był czas, że udział w zespołach ludowych to był obciach. A teraz jest to nobilitacja.

- Tak, jest teraz moda. Widać to np. po Zespole Pieśni i Tańca Nowa Ruda, że ten super funkcjonuje i się rozwija. Ma się ten status gwiazdy lokalnej, jak się jest w zespole. To jest fajne, że miasto czy gmina kładą nacisk na to, żeby promować takie zespoły.

- A jakie są twoje gusta filmowe?

- Nie lubię aktorów, których zbyt widać w Polsce. Natomiast jest kilka takich nazwisk, które mnie osobiście poruszają, to jest Kinga Preis, Danuta Stenka, Agata Kulesza, Maja Ostaszewska, a ze światowego kina zdecydowanie wspaniała Meryl Streep . Z młodego pokolenia mało kto jest w stanie mnie zachwycić. Moim zdaniem kobiety są lepszymi aktorkami niż mężczyźni. Jeśli chodzi o film, to w polskim kinie dawno nie było nic tak dobrego, co by mnie naprawdę poruszyło. Bardziej interesuje mnie teatr, więc jeśli miałbym wymieniać, to spektakle Strzępki i Denirskiego, czy Jana Klaty. Może jeszcze młody Stuhr. Widziałem go w kilku spektaklach. Bo filmy w Polsce są jakie są i ciężko jest w nich zagrać dobrze. Natomiast Stuhr to jest klasa sama w sobie. Zarówno ojciec, jak i syn. Też klasa sama w sobie jako człowiek.

-Dziękuję za rozmowę i życzę wielu sukcesów zarówno na drodze aktorskiej, jak i wokalnej.

- Dziękuję i zapraszam na premierę musicalu „Upiór w Operze” już 27 i 28 maja w ogrodzie pałacowym w Bożkowie.



W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

Zamknij